Świt nad rozlewiskami
Wstałem o trzeciej. Termos, plecak, statyw — i kilometr brnięcia przez mokradła, zanim niebo zaczęło szarzeć. O tej porze Biebrza należy jeszcze do ptaków, a człowiek jest tu tylko gościem, który musi się zachowywać cicho.
Po godzinie czekania usłyszałem charakterystyczne „buczenie” bąka — jednego z najtrudniejszych do sfotografowania ptaków w Polsce. Schowany w trzcinach, prawie niewidoczny, zdradził się tylko głosem.
Mgła trzymała się wody jeszcze długo po wschodzie. To ona robi tu klimat — rozprasza światło, wycisza kolory i sprawia, że każdy ptak wygląda jak wycięty z baśni.
Wróciłem z kilkunastoma kadrami, z których kilka trafiło do sklepu. Ale najważniejsze zostało w głowie: ten moment, gdy świat budzi się głosem, którego nie usłyszysz nigdzie indziej.